MENU
Jesteś tutaj: FOTOWOLTAIKA CZY TERENY POD INWESTYCJE TYPU FARMY FOTOWOLTAICZNE SĄ OK ?

CZY TERENY POD INWESTYCJE TYPU FARMY FOTOWOLTAICZNE SĄ OK ?

O fotowoltaice myślałem już w szkole rolniczej. Napisałem pracę dyplomową na temat niekonwencjonalnych źródeł energii stosowanych w rolnictwie. Pracę wysłano na konkurs, to był strzał w dziesiątkę, zupełna nowość i wygrana. Cały czas chodziło mi po głowie, by spróbować tego w praktyce. Minęły od tego czasu prawie dwie dekady. Na wsi dokonał się ogromny postęp cywilizacyjny. Wiąże się to jednak z tym, że horrendalnie wzrosło zapotrzebowanie na energię. Wchodząc w zieloną energię jako pierwszy w gminie, myślałem więc, że wszystko pójdzie jak z płatka i tutaj się mocno myliłem. Jednak nie żałuję...

Tak wspomina swoje pierwsze kroki poczynione z inwestycjami w fotowoltaikę Karol Kasperski z Parzęczewa. Ma on zarówno instalację fotowoltaiczną, z której czerpie energię na potrzeby gospodarstwa rolnego i domowego oraz panele fotowoltaiczne na gruncie, który wydzierżawił zewnętrznemu inwestorowi.
 Na pewno dziś już łatwiej wydzierżawia się ziemię pod fotowoltaikę niż przed kilkoma laty, ale to nie jest tak jak się niektórym wydaje, że inwestor do nas zapuka i wszystko za nas załatwi, a my skorzystamy na czynszu dzierżawnym. Tona papierów, i to nie tak prostych do załatwienia jak to wygląda na pierwszy rzut oka – komentuje gospodarz. Jak mówi, przygotowanie gruntu pod farmę fotowoltaiczną w 95% leży po stronie właściciela ziemi, a nie inwestora. Trzeba dać dużo od siebie. To ja musiałem zadbać o wszystkie pozwolenia, w tym pozwolenie na budowę, środowiskowe. Trzeba przejść przez podobną procedurę jak przy stawianiu budynku inwentarskiego. Dalsze sprawy może już koordynować za nas inwestor. Jeśli w danej gminie jest plan zagospodarowania przestrzennego, który zakazuje na wybranym przez rolnika terenie stawiania farm fotowoltaicznych, inwestor nie będzie chciał w to wchodzić – opowiada pan Karol.
Dzierżawę ziemi pod fotowoltaikę traktuję jako swego rodzaju polisę, zabezpieczenie na przyszłość – mówi Karol Kasperski

Rolnik radzi innym gospodarzom, którzy chcą wydzierżawić ziemię pod farmę fotowoltaiczną, by skonsultowali umowę dzierżawy z prawnikiem.

To nie jest wstyd pójść do kancelarii. Umowa jest napisana językiem prawniczym, który jest dość trudny w odbiorze. Według mnie, bez zaangażowania właściciela gruntu zysk na dzierżawie może okazać się nie taki, jak zakładał. Z mojego doświadczenia wynika, iż realny do uzyskania czynsz z takiej dzierżawy waha się między 7 a 10 tys. zł/ha – twierdzi Kasperski.

Obecnie sprzedaż zielonej energii z takiej inwestycji odbywa się na aukcjach. Inwestor może jednak jednorazowo wystawić na aukcję 1 MW, to ogranicza też w pewnym sensie wielkość inwestycji. Inwestor nie wybuduje instalacji, jeśli nie będzie pewien, że z danej farmy nie sprzeda energii. Dlatego bywa i tak, że umowa dzierżawy jest podpisana, a budowa odkładana jest w czasie.

W naszym przypadku inwestor pozwolił nam na uprawę ziemi aż do momentu rozpoczęcia budowy. Nie blokowaliśmy więc działki od podpisania umowy. Planując uprawy, musieliśmy jednak mieć na względzie termin aukcji oraz rozpoczęcia budowy. Farmę postawiono w dwa miesiące – relacjonuje gospodarz.

Wszystkie podatki związane z funkcjonowaniem farmy ponosi inwestor, to jednak na właściciela gruntu są wystawiane nakazy płatnicze. Gdy rolnik zastanawia się nad wydzierżawieniem części działki, aby nie blokować całości, warto przemyśleć, czy lepiej nie zrobić podziału geodezyjnego.

O każdym etapie procedury budowlanej powiadamiani są wszyscy właściciele, którzy mają ziemię graniczącą z wydzierżawianą działką. Dostają oni do wglądu raport środowiskowy i inne dokumenty. W mojej ocenie jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ sąsiedzi są świadomi, jak inwestycja powstaje w ich otoczeniu – komentuje Kasperski.

Nie większa niż zapotrzebowanie

 
Trzeba być także świadomym tego, że inwestycja w zieloną energię w naszym kraju obarczona jest dużym ryzykiem związanym ze zmianą prawa.

Przekonałem się o tym na własnej skórze, decydując się na zamontowanie instalacji fotowoltaicznej na potrzeby własne. Planując wtedy tę inwestycję, miałem zagwarantowane, że za energię wprowadzoną do sieci będę otrzymywał przez 15 lat stalą cenę, tzn. 68 gr/kWh. Instalacja była gotowa do pracy w styczniu 2015 r., a podłączyliśmy ją do sieci dopiero po roku – mówi Kasperski.

Nowe przepisy wprowadziły bowiem bilansowe rozliczanie energii, co oznacza, że w okresie nadprodukcji wprowadza się do sieci energię za darmo. Natomiast przy instalacji do 10 kW, operator zwraca za każdą wprowadzoną do sieci kilowatogodzinę – 0,8 kWh.
  • Aby działka nadawała się pod fotowoltaikę, nie może być zacieniona, zadrzewiona. Powinna być usytuowana jak najbliżej sieci i to takiej, która wytrzyma dodatkowe obciążenie
To się opłaca, ale tylko wtedy, gdy zagwarantujemy sobie w umowie z operatorem długi okres rozliczeniowy, a o tym nikt głośno nie mówi. Im będzie on dłuższy, tym dla inwestora lepiej, ponieważ tutaj okres letni pracuje na zimowy. Na początku w umowie z operatorem wpisano mi dwumiesięczny okres rozliczeniowy. Wiele mnie kosztowało, by wywalczyć roczny okres rozliczeniowy – przestrzega innych pan Karol.

W przypadku naszego bohatera, prawo zadziałało wstecz. Dosyć, że instalacja nie pracowała ponad rok, to jeszcze Kasperski musiał ograniczyć jej wielkość.

Planowaliśmy zrobić instancję o mocy 40 kW, czyli większą niż zapotrzebowanie na energię w naszym gospodarstwie. Chciałem bowiem też na tym zarobić, tym bardziej, że inwestycja miała być realizowana bez żadnego wsparcia. Poza tym, formalności są takie same, czy zrobi się instalację o mocy kilku kilowatów czy 40 kW. W trakcie realizacji już zaczęło się mówić o zmianie przepisów, co mnie na szczęście wstrzymało i wykonaliśmy inwestycję pod nasze zapotrzebowanie na energię, czyli o mocy 7 kW – opowiada Kasperski.

Kompleksowe podejście. Rolnik rozlicza się z operatorem energii raz w roku. Po pierwszym roku funkcjonowania instalacji rachunek za prąd spadł mu o ok. 5–6 tys. zł. Inwestycja, która kosztowała go ok. 40 tys. zł zwróci mu się w ciągu 5–6 lat.

 
Kalkując opłacalność takiej inwestycji trzeba spojrzeć na to kompleksowo. Gdy rolnik jest na Vacie, odliczy sobie od niej ten podatek. Poza tym, płatnicy podatku rolnego, którzy produkują zieloną energię, mają zagwarantowaną w ustawie o podatku rolnym ulgę podatkową. Trzeba się jednak liczyć z tym, iż mogą pojawić się tutaj opory ze strony urzędu gminy. Problem może pojawić się wtedy, gdy instalacja, tak jak w naszym przypadku, zlokalizowana jest w budynku mieszkalnym a nie inwentarskim – wyjaśnia pan Karol.

Aby nie generować dodatkowych kosztów, gospodarz zdecydował się na założenie paneli na budynku mieszkalnym. Jest on po pierwsze, lepiej nasłoneczniony, a po drugie, nie potrzeba było montować na nim ukośnych stelaży pod panele, ponieważ dach na domu jest już ukośny.

Warto pamiętać, iż jeśli skorzysta się ze wsparcia finansowego, nie można ubiegać się o ulgę w podatku rolnym – dodaje Kasperski. Energia z paneli fotowoltaicznych u Kasperskich pokrywa zapotrzebowanie na energię pięcioosobowej rodziny oraz produkcji zwierzęcej. Gospodarze utrzymują 300 świń oraz kilka koni. Sami wytwarzają pasze dla zwierząt.
Decydując się na inwestycję w fotowoltaikę, trzeba być świadomym, iż przepisy nie chronią inwestora ani firmy dystrybuującej instalację, ale głównie operatora energii. Firma, która sprzedaje instalacje, nie bierze odpowiedzialności ani za zmiany przepisów, ani – w przypadku instalacji fotowoltaicznej montowanej na potrzeby gospodarstwa – za umowę, jaką zawrze się z odbiorcą energii.